poniedziałek, 13 marca 2017

Najpiękniejsze dwa lata mojego życia....

Różnie bywa z pisaniem u mnie, niestety wciąż brak czasu. 
Przejdę więc do rzeczy. 
Obiecałam sobie, że napiszę więc jestem. 
Kilka dni temu świętowaliśmy urodziny Motylka. 
Nawet nie wiadomo kiedy minęły te dwa cudowne lata, które dane było nam spędzić razem!

Motylek pojawił się zupełnie niespodziewanie, wywróciła nasze życie do góry nogami i sprawiła, że jestem do dnia dzisiejszego dzięki niej najszczęśliwszą osobą na świecie i najszczęśliwszą ze wszystkim mam! :)

Na urodzinach pojawili się nasi bliscy, było cudownie, taki nasz czas. 
Śpiewaliśmy 100 lat, a świeczka była zapalana chyba 7 razy o ile dobrze pamiętam, bo była sama radość przy zdmuchiwaniu. 





Prezenty były ok, ale najbardziej przypadli do gustu Motylowi MASZA I NIEDŹWIEDŹ! :) 


***

Wspomnę jeszcze szybko, że Motyleczek mówi coraz więcej, powtarza jak mała papuga... :) 

Jest niesamowita... :)

Obiecuję, że kolejnym razem będzie dłuższy wpis. ;)


piątek, 17 lutego 2017

Promyk nadziei jest zawsze...

Witajcie Kochane!
Strasznie mi głupio, że Was tak bardzo zaniedbałam. Nie mam nic na swoje wytłumaczenie poza zupełnym brakiem czasu.
Wydaje mi się też, że wszystko przez przeprowadzenie się do nowego domu. Przybyło obowiązków.
Kolejnym faktem jest to, że mój mały laptopik w rozsypce, bo ciągle szkoda mi pieniędzy na nową część, aby chodził szybko.
Drugi laptop (męża z resztą) leży na poddaszu, bo tam drukarka i "biuro domowe" męża, a ja z malutką rzadko tam chodzę z różnych względów bezpieczeństwa chociażby. 

A więc co u nas...
Mieszkamy na wsi z jedną ulicą i jedynymi bliskimi sąsiadami, których w sumie i tak nie znam.
Mieszkają tacy młodzi z synkiem w podobnym wieku do Ameluni i starszą córką i ich rodzice. Młodych nie zban, a starsi sami sieez nami poznali ;) ciekawscy jak to na wsi bywa.
Wioska ogólnie z 80 domami, gdzie myślę pół na pół młodszych i starszych ludzi. Bo dzieci troszkę jest jednak.
Koło gospodyń wiejskich jest, dom ludowy.. Nawet sąsiad paczkę od wsi dla małej na Mikołaja przyniósł.
Początkowo zabawni byli wiejscy "zombie", ale już nie raz jakiś wszedł mi pod koła i już mnie nie bawią tak jak drażnią.
Mąż całą zimę robił coś na podwórku, wiadomo.. chcemy po swojemu..
W planach domek z drewna, zjeżdżalnia i piaskownica, a obok trampolina dla Amelci.
Huśtawka z drewna już jest od zeszłego roku. 

Postanowiliśmy zapisać Amelkę do punktu przedszkolnego dwa km od domu. 
Zapisują takie dzieciaki, a w przedszkolu powiedzieli NIE, bo będzie miała we wrześniu 2 i pół roku dopiero.
W punkcie przedszkolnym jest do 10 dzieci. Ponoć chodzi już dziewczynkanw Ameluni wieku, tylko jest też jej starszy brat - i zupełnie się jej podoba. :)
Nawet pampersa może jeszcze mieć, bo to nie problem.
Myślę, że będzie dobrze. Od 8.00 do 13.00 później będą odbierać ją babcia albo dziadek - rodzice męża, bo też całkiem blisko mieszkają. 

Poza tym malutka rośnie, dużo mówi.
Jest wesoła, otwarta dla innych z rodziny, mało płacze, raczej nie choruje.
Cudownie woła za mną : "mamaaa, mammaa.." :) za tatą też.
Sporo siedzimy w domu, bo zawsze jest coś do zrobienia, ale na zmianę z mężem bawimy się z małą, uczymy ją nowych rzeczy, wszystko pokazujemy.
Niestety wpadło nam kilka dni temu brzydkie słowo: "jebe" ;) nie wiem, wydaje mi się, że z tv gdzieś załapała.
Oby szybko zapomniała.
Amelka to mój skarbek, promyk każdego dnia, sens mojego życia. :)
I wcale nie mąż dla mnie powinien być ważniejszy jak ktoś mi tu kiedyś napisał, ale właśnie córka, bo mąż towarzyszy mi w jakiejś części mojego życia, ale to córka jest wszystkim. 

To ona sprawia, że każdy dzień jest piękny i wyjątkowy. Nie mąż :)
Jak pisałam pracę zmieniłam i nie żałuję nadal. Dostałam umowę na czas nieokreślony. Teraz przejdę do innego działu, bo będę pracować w swoim zawodzie.
Jest dobrze :-)

Zaplanowaliśmy wakacje.
Dwa tygodnie na Malcie.
Kupiliśmy już bilety.
W końcu odpoczniemy.
To będzie nasz czas.




A tutaj część mojej córeczki...


środa, 4 stycznia 2017

Wieści...

Ostatnio przed 6 grudnia miałam dodać wpis.. i tak zleciało.
Nawet nie wiem kiedy.
Dziś mamy już Nowy Rok 2017 i cieszę się. Niech ten stary pójdzie w zapomnienie względem kilku kwestii z naszego życia.
Póki co cieszymy się z bycia sobą i mimo problemów wciąż wytrwale razem..
Amelka wygląda już bardziej jak przedszkolak, niż jak dzidziuś. Coraz więcej mówi, wszystko ją interesuje i uwielbia robić wszystko to, co my.
Schody, których sporou nas traktuje jak żadną przeszkodę i wspina się jak szalona. Wraz z Beti to dwie przyjaciółki i tu pewnie widzą tylko Ci, których dzieci wychowują się z psem jakie to cudowne. :) Amelka jest cudowna, sprawia każdego dnia, że moje życie ma sens..
Jestem szczęśliwa, bo mam rodzinę :)
Święta głównie spędziliśmy u moich rodziców, w drugi dzień świąt wypadł mi w pracy dzień.
Sylwestra spędziliśmy w trójkę w domu.
A już teraz  7 stycznia spotykamy się wszyscy.. tzn my, oraz trzy inne pary z grupy z takimi dziećmi jak nasza mała. :)






sobota, 19 listopada 2016

Niedługo 2 latka Motylka...

Witajcie Moje Drogie...

Dawno nie pisałam, myślałam sobie, że "przecież nikt mnie i tak nie czyta..".
Dopiero kilka dni temu po mailu jednej z Was.. postanowiłam się odezwać.

U nas właściwie wszystko w porządku.
Amelka rośnie, w marcu stanie się 2latką.. jak ten czas zleciał to nawet nie wiem.!
Apropo Motylka.. właśnie biega po salonie ze swoją wiertarką..
Zmieniła się bardzo, dużo mówi, jeszcze po swojemu, potrafi się gniewać, ale też często robi na złość. ;) to po mnie!
Kocham, gdy podchodzi i tuli się sama do mnie.. albo, gdy sama daje mi SOCZYSTE buziaczki.. bo wciąż się slini jeszcze, kiedy ma cykusia.
Nadal czekamy na trójki, już widoczne jednak jeszcze rosną.
Amelka uwielbia inne dzieci, szczególnie małego synka Krzyśka siostry, któremu sama chce konieczne dawać smoczka.. 

Zastanawiamy się, ale jednak było dużo spięć między nami i musimy odbudować troszkę niektóre drobne relacje. ;) bo przecież chcemy, aby było lepiej. 

Wciąż spieramy się między sobą o dziecko. Ja bym chciała dziewczynkę, a mąż chłopczyka.
Ajj.. chyba nie dojdziemy do porozumienia.. :)
W domu mieszkamy już troszkę, bo od kwietnia. Przyzwyczajam się do owadów, których tutaj zdecydowanie więcej, do myszek, jaszczurek.. są jak oswojone.
A ostatnio mamy plage kotów od sąsiadów, bo mają małe i spodobało im się nasze podwórko. 

Mąż ogólnie dba o mnie jak nigdy..
Kupuje kwiaty bez okazji, zmienił się bardzo póki co na samo dobre, wszystko robi razem ze mną.
Dziś zostawiamy Małą u moich rodziców, bo jutro oboje mamy dniówki i jedziemy do kina, restauracji, na zakupy we dwoje..
Taki nasz czas.

W domu dużo zrobione, a w przyszłym roku duża łazienka jak finansowo damy radę.
Centralne ogrzewanie jest, a to najważniejsze.
Po prostu żyjemy.

Nowa praca nie jest już taka nowa. Menedżer czasem dużo wymaga, ale w końcu jest właśnie od tego.
Koleżanki są w porządku, jedna bardziej w porządku, taka bardziej bliska! :)
Do grudnia jestem na pierwszej umowie, a dalej.. zobaczymy.

Praca psychicznie bardziej ciężka, bo trzeba 12 godzin miec milion rzeczy w niej, o których trzeba pamiętać, ale poza tym fizycznie odpoczywam i nie wracam zmęczona jak kiedyś do domu.
Amelki chrzestny spodziewa się syna, będzie w styczniu, więc lada chwila. Amelka znowu będzie mieć kolejnego kuzyna, a może niedługo swoje rodzeństwo? Ale na spokojnie...

W miarę możliwości postaram się wrócić. Muszę tylko swój laptopik naprawić w końcu, bo pisać z telefonu ciężko tak.. ;)


Pozdrawiamy!














sobota, 1 października 2016

Słów kilka od Nas..

Ciągły brak czasu.. myślę, że większa połowa wie, co to znaczy, szczególnie wtedy, gdy w domu maluszki.. albo i jeden ;)

Jak wiecie zmieniłam pracę, stałam się inną osobą, co sama zauważam i nie tylko, bo również osoby z mojego otoczenia. Wypoczęta, zadbana, uśmiechnięta, chętna na wypad na imprezkę, do znajomych, na spacer z dzieckiem.. a nie tak jak wcześniej, że po powrocie z pracy chciałam lulu, a później myślami byłam na kolejnej morderczej zmianie w pracy, bo bałam się, że w końcu nie dam rady i zastanawiałam się, co mnie tak czeka tym razem. Dziś jest inaczej.. w końcu, po czterech latach zaryzykowałam. 
Mam umowę na czas określony, na razie próbną. 
Co prawda kierownik i menadżer wymagają i jest sporo pracy, ale przy biurku głównie, przy komputerze, pracy papierkowej.. a nie wycieńczającej fizycznie i psychicznie jak poprzednio. 
Ostatecznie z byłą kierowniczką poszarpałam się jeszcze słownie o pieniądze, najpierw zamiast do ostatniego dnia umowy to wypłaciła mi 7 dni później tj. 10 dnia września, zamiast 3 zgodnie z końcem umowy, a jeszcze dostałam samą wypłatę! Halo, a gdzie moje pieniądze za urlopy? !?!
Zadzwoniłam, zapłaciła mi jedynie marne 50 zł za dniówkę z urlopu, a zgodnie z przepisami wyszło mi trochęę więcej! 
Stwierdziłam, że telefon nic nie da, więc napisałam mail na służbową pocztę, z informacjami ile mi wypłaciła, że nie zgadzam się z taką sumą, bo zgodnie z prawem wychodzi mi tyle i tyle, za tyle i tyle dni. 
Chciała mnie przerobic na 500 zł...
Dla kogoś to może mało, ale dla mnie bardzo dużo, bo to moje pieniądze!
Pożegnałyśmy się nie bardzo, a szkoda, bo jednak była jako osoba w porządku, na koniec wyszło szydło z worka. 
W nowej pracy mam płacone za nocne godziny, jasno określono, że należy mi się więcej urlopu ze względu na studia i dwa lata pracy. Po prostu bez porównania... 
W pracy koleżanki bardzo ok, przynajmniej na tą chwilę. 
Kierownik, który również pracuje wśród nas.. a taki o .. też ok jak na kierownika :) 
Menadżer ma zazwyczaj gorzkie żale, ale ogólnie da się z nim życ, czasem pewnie trzeba będzie się nasłuchac, ale kurde.. przecież taka rola menadżera.. ;)

W małżeństwie naszym średnio i wcale nie zamierzam nic ukrywac, ciągłe kłótnie, a raczej ostra wymiana zdań.. chyba oboje jesteśmy tym coraz bardziej zmęczeni, bo mimo chęci przez dłuższy czas po pewnym incydencie (pisałam kiedyś) nie jesteśmy w stanie dojśc do porozumienia. 
Poza tym od kiedy zmieniłam pracę schudłam, zaczęłam dbac o siebie, a pracuję tu z facetami i mąż stał się zazdrosny.. to jeszcze bardziej sprawia, że więcej ostrych słów kierujemy w nasza stronę, chociaż wcale tego nie chcę, ale się nie da. 
W poprzedniej mężczyzn nie było. 

A ja w tym wszystkim.. coraz mniej się przejmuję, bo bardzo psychicznie męczyłam się myśląc o awanturach, ciągle złym mężu, jego fochach.. wyluzowałam, co ma byc to będzie, bo inaczej chyba bym zwariowała. 
I to nie jest tak, że nie walczyłam. Bo walczyłam przez całe nasze małżeństwo. 
Dużo zmieniło się u nas po stracie Zosieńki, po moim wypadku, a mimo tylu złych chwil byliśmy razem, ale to już nie było nigdy to, co na początku. 
Z biegiem lat pozmieniało się wiele.. była chwila, gdy pojawiła się mała, gdy staraliśmy się o nią, kiedy było dobrze, ale to minęło szybko i od sporego czasu jest jak wcześniej. 
Dlatego poczekam, ale czuję, że może się to różnie zakończyc. 
Oboje myślimy tu o dobrze malutkiej, chcielibyśmy aby miała całą rodzinę, tylko czy warto? Czy jest sens? 
Czas pokaże. 

Amelka ma się dobrze, jest zdrowa, śliczna, rośnie, rozrabia, łobuzuje ile się da, polubiła misie, z jadka zrobiła się niejadkiem.. woła mama, baba, tata, dziadzia, teti (na psa Beti), siooo (na muchy), pippa (na pipke, albo świnkę Peppe), fuuu (na fujkę kiedy zrobi).. inne słowa też ale są mniej lub więcej zrozumiałe, a dzisiaj wpadłam na chwilę i robi się coraz dłuższy wpis. 
Amelka to moje oczko w głowie, największy skarb i sens życia, myślę też, że i dla niego jest tym samym co dla mnie.. :) a to najważniejsze. 

Dom doprowadziliśmy powoli do ładu.. mieszkamy i w sumie wszystkim chyba dobrze nam tutaj. 
Szkoda tylko, że między nami dwojgiem tak jakoś już pusto. 
Ale takie jest życie...

Jeszcze my...

 

 

wtorek, 30 sierpnia 2016

Jak ten czas biegnie... Półtora roku minęło...

Zdecydowanie za szybko ucieka nam ten bezwzględny czas.. Powinien płynąć wolno, a nie tak jak to jest ;)
Przestałam być aktywną bloggerką, liczę jednak na zrozumienie, a tym samym rozumiem osoby, którym też brakuje na to czasu. 

Bardzo brakuje mi bycia na bieżąco, jednak wiadomo jak to w życiu, że są sprawy ważne i ważniejsze!
W moim/naszym życiu trochę zmian jak wiecie, trochę się działo i dlaczego się wyciszyliśmy.. 

Ale może po kolei.
Amelka urosła, jest słodką, uroczą dziewczynką z niezłym charakterkiem, temperamentem i uporem, potrafi pokazać różki, ale normalnie jest jak aniołek. :)
We wrześniu stuknie półtora roku Małej..
Nawet nie mam pojęcia, kiedy to zleciało. Dopiero chwilę temu była taka maleńka!
Przez czas, w którym nas nie było sporo się nauczyła.
Ulubione słowo to "Tata" :), czasem "Baba", słychać też "Da!", co oznacza Daj,
"Ni ma" - nie ma,
"Baaaa!" - gdy coś spadnie, albo ktoś coś rzuci itp,
"Śśś" czy jakoś podobnie, gdy widzi muchę, żeby odgonić z gestem rączki ;)
Odpowiada, gdy pytam o to czy zrobiła "Fujkę" czyt. kupkę. ;)
Sama potrafi pójść i wyrzucić pampersa do kosza, po czym zamyka szafkę i wytrzepuje rączki,
Woła "am!", potrafi gestem ręki przywołać psy, które ją uwielbiają, a na Beti woła "Teeeti" :)
Nie wiem czy wszystko, pewnie połowy nie zapisałam.
Najważniejsze, że chociaż część udało mi się.
Ogólnie to jestem najszczęśliwsza na świecie, że mogę być mamą takiej wyjątkowej córeczki, jedynej i ukochanej!
Zapisałam Amelkę do państwowego żłobka, który jest jeden, ale nie wiem czy coś z tego będzie.
Jest też jakas Pani Gosia w naszej wiosce mająca swoje dzieci, która opiekuje się ponoć dziećmi, zna ją kilkoro znajomych osób i chyba bardziej by nam pasowała. Ale zobaczymy.

Trochę o mężu..
Czuje się dobrze, skończył chorobowe, jest na dwutygodniowym tacierzyńskim. Nie ma chwili oddechu, bo remont nadal niestety trwa, ciągle coś tobi, przez co są awantury, których się nie uniknie. Na szczęście najgorsze za nami!
Po Boreliozie ani śladu, ale czas pokaże.

Moja praca..
Po powrocie z urlopu macierzyńskiego jest już trzeci miesiąc, zmieniło się bardzo dużo przez czas, w którym mnie nie było, bo pracy przybyło drugie tyle, albo więcej, a  pracowników wciąż za mało.
Idąc do pracy łza kręciła się czasem w oku z przerażenia przed tym, co mnie czeka, a to samo miały koleżanki, bo to co jest to ponad siły Wszystkich. Na jedną pracy przypadało tyle, co na cztery, albo więcej! Po pracy powrót do domu na czworaka, ze zmęczenia, wycięczenia. Jak w jakimś koszmarze.
Zaczęłam rozsyłać Cv, jedno wysłałam w zawodzie, drugie na recepcję. Po dwóch dniach zadzwonił telefon, że zapraszają na rozmowę na recepcję.. pojechałam.
Właścicielka powiedziała, że zaprasza na dzień próbny, że jeszcze menadżer musi mnie poznać itd.
Po dniu próbnym ja powiedziałam, że mnie pasuje bardzo, właścicielka też była na tak, kierownik recepcji też, jeszcze menadżer mnie nie poznał, powiedzieli tylko, że dadzą znać i tyle.
Kolejnego dnia zadzwonił Menadżer, przeprowadził rozmowę przez telefon, ostatecznie pogratulował i powitał na pokładzie.
Praca tylko na recepcji, taka jaka powinna być, obiekt ze strefą Medical, SPA & Wellness, mający **** gwiazdki. Pełna profesja. 

W starej pracy złożyłam wypowiedzenie z okresem dwutygodniowym, nowa praca jest ok, taka jak powinna, dopiero zaczynam jednak myślę, że będzie dobrze, a jako jedyna dostałam od razu zamiast próbnej umowy na 3 miesiące taką na rok, na cały etat, na czas określony. Myślę, że to duże wyróżnienie, a chętnych też było bardzo wielu. :)

Jestem teraz inną osobą, wypoczywam, żyję i cgce mi się wszystkiego ! :)

Dom..
Centralne ogrzewanie jest, łazienka niedługo będzie gotowa, salon też jeszcze chwila.
Reszta domu też jeszcze chwila.
Myślę, że wszystko wkrótce ogarniemy.
Uciekam. Cieszę się, że coś napisałam.

Tutaj Melaszka z ukochaną Esią, wychowują się od "szczeniaczka" razem, hehe.. 

Odpust u dziadka...

Ukochana książeczka OnoMaTo.. (jedna z nich)..




Piaskownica od taty.. :D
Moje największe szczęście, spełnione marzenie, dar od Boga... <3

Wkraczamy w etap pt. "Co mama, to i ja!" ;)



niedziela, 31 lipca 2016

Wieści od nas.. remont, choroba męża i cały sajgon...

Dawno nie pisałam.
Wszystko przez to, że ostatnimi czasy wiele się u nas wydarzyło, a jeszcze trochę nas czeka.
Postaram się szybko i krótko opisać po kolei, co i jak..
Na początku zacznę od Ameluni, która ma się dobrze, a teraz w sierpniu 17 miesięcy będzie  skończone! :)
Jest słodką, niesamowitą, mądrą dziewczynką, która uwielbia swojego "tatuu" :)
Przez ostatni czas bardzo się do siebie przywiązali, bo są bardzo często razem.
Mąż jest teraz w domu i ma bardzo dużo czasu dla Motylka.
ObiecUję wkrótce dodać osobny post o Amelci, a teraz napiszę dlaczego ten mój mąż ma tyle czasu.













Więc zaczęło się od tego, że zauważył na kolanie po wewnętrznej stronie rumień, powiększał się, więc wyłoniłam go do lekarza, dostał antybiotyk, za krótko! I zrobił badania. Jak to w naszej służbie zdrowia wszystko powolutku, po miesiącu coraz gorzej się czuł, osłabienie, katar jak woda z nosa, ból stawów i inne objawy, które jak się okazuje prowadzą do Zapalenia opon..
Po odebraniu wyników POZYTYWNYCH termin dali za kolejny miesiąc.
Przerażona doszłam do kontaktu z Dr od chorób zakaźnych, umówiłam męża na drugi dzień prywatnie i pojechaliśmy, kolejnego był na oddziale zakaźnym.
Dostał silny antybiotyk, w zastrzykach, po dwóch tygodniach wrócił do domu z kolejnymi dawkami antybiotyku, który nie dawno skończył brać. Jest poprawa , ale nie wiadomo czy nie wróci choroba za jakiś czas znów, bo tego nigdy nie wiadomo.
Dlatego polecam robić badania po każdym ukąszeniu przez kleszcza.
Mąż miał boreliozę, która jak wiadomo jest cichym zabójcą, gdy nie leczona siedzi w nas czasem latami.
Dzisiaj jest dobrze, ale nie wiadomo czy to koniec.


Poza tym pod koniec tygodnia wchodzą robić centralne ogrzewanie, w środę przyjedzie piec z podajnikiem i wszystkie inne części. A od jakichś dwóch tygodni trwa remont i przygotowania do centralnego, rozkopane podwórko, brak łazienki na piętrze, bo po centralnym wchodzi fachowiec do płytek, salon na wykończeniu już, w garażu dwumetrowy dół pod rury do centralnego ogrzewania. W całym domu syf i kurz. A w tym my, Amelka i pies.. i Spuszczele - szkodniki drewna, które są wstrętne, paskudne i niszczą nam drewno. Czeka nas wojna z nimi. Impregnat owadobójczy do drewna już jest. Zobaczymy.


Tak czy inaczej w międzyczasie próbuję znaleźć czas na życie, a muszę mieć czas na pracę, chociaż teraz mam 3 dzień urlopu, dopiero idę w czwartek na noc. Chociaż tyle.
Najważniejsze, że jesteśmy razem i wspieramy się, chociaż czasem różnie to bywa.


Rano czeka nas w końcu wizyta u fotografa, zdjęcia do dowodu osobistego, prawa jazdy, no i przemeldowanie. 

Dlatego uciekam spać. 
Odezwę się wkrótce! :)